KOMPAS ArtStudio dzisiaj jest 23 czerwca 2017
Nyatri

Szalony francuski kelner

30 stycznia 2015, Justyna Muszyńska

Ledwo przekroczyliśmy próg kameralnej, paryskiej restauracji i jeszcze nie byliśmy pewni, czy akurat tutaj chcemy zjeść obiad, a już kelner energicznymi ruchami rąk i głowy zapraszał (a raczej wpychał nas) do stolika przy oknie.
Se il vous plaît ici, ce est l’endroit idéal pour vous (jeśli GOOGLE translator się nie myli to kelner powiedział: Proszę tutaj, to idealne miejsce dla Państwa).

Wiadomo, to miejsce nigdy nie może być puste. Zajęte stoliki przy oknie dają wrażenie, że restauracja jest pełna gości, a im więcej gości widać z ulicy tym lepiej dla restauracji. To typowy chwyt marketingowy na przyciągnięcie kolejnych klientów.

Musieliśmy bardzo szybko i zdecydowanie zamawiać nasze dania, bo gdy tylko zaczynaliśmy się zastanawiać nad jakąś potrawą, kelner znikał bez słowa i obsługiwał już innych gości.
Między przystawkami, daniem głównym (pyszną, duszoną wołowiną z makaronem), a deserem, kelner wirował między stolikami jak zawodowy tancerz. Jego biały fartuch falował przy każdym obrocie, a jedzenie lądowało na stolikach z kosmiczną prędkością. I wtedy wydarzyło się coś, czego nikt z nas się nie spodziewał. Nie, kelner nie wywrócił się z naręczem talerzy, nie rozlał zupy ani wina. Stało się coś gorszego!
Talerz z żabimi udkami namalował mi na skroni i powiece dwu-centymetrowego siniaka! Jak to się stało?
Siedziałem tyłem do sali, aby podziwiać widok paryskiej uliczki. W tym samym momencie, w którym schyliłam się, żeby schować coś do torebki, nadciągnęło tsunami, czyli kelner z talerzami i nie zauważył, że moja głowa zmieniła współrzędne.

Kelner nawet mnie nie przeprosił. Nie usłyszałam popularnego na całym świecie Pardon (to słowo pada częściej w londyńskim metrze niż tu, w Paryżu) ani nie wykonał żadnego gestu, świadczącego o tym, że jest mu przykro.
Może myślał, że tylko musnął mnie tym talerzem? A może za takie rzeczy we Francji się nie przeprasza?
Skoro kelner uznał ten incydent za nic niezwykłego, ja również przestałam o tym myśleć i zajęłam się konsumowaniem delikatnych żabich udek, poukładanych na sałacie tak, jakby żaby nadal wylegiwały się na słońcu.

Żabie udka

Czy można być w Paryżu i nie spróbować ślimaków?
Nasze ślimaki były sporządzone po prowansalsku, z subtelną nutą czosnku.
Podobno odwrotnie trzymaliśmy chwytak do muszli. Ale kto by się tym przejmował! Ważne, że udało nam się wyłowić je ze skorupek i że żaden ślimak nie wyślizgnął się z talerza.

Ślimaki po prowansalsku

Nie zdążyliśmy jeszcze zasunąć za sobą krzeseł (trzeba przyznać, że jedzenie tam było przepyszne!), a kelner złapał na nasze miejsce kolejnych gości – The Show Must Go On!

Moja pamiątka po tym szalonym kelnerze zniknęła dopiero po tygodniu, przybierając codziennie inną barwę. A paleta tych kolorów była zaskakująco bogata. Najpierw siniak był czerwony, później fioletowo-granatowy, a na koniec nawet żółto-zielony!
Oczywiście nie był to mój pierwszy siniak w życiu, więc skąd ta wnikliwa analiza?
Był to mój pierwszy siniak na twarzy, więc codziennie (chcąc nie chcąc) oglądałam w lustrze jego metamorfozę.

Od tamtej pory wybieram w restauracjach bezpieczne miejsca z widokiem na salę i przemieszczających się kelnerów.

Uliczka w Paryżu

 

Witryna w Paryżu

 

 


Brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz

Powered by WordPress